UMARŁEM CZTERY RAZY

Dzień zaczynam od odsunięcia rolet w oknie i zaparzenia porannej kawy. Rzadko kiedy sięgam po pilot od telewizora bo… kocham ciszę i książki, ale pewnego dnia, włączyłam program 2. „Pytanie na śniadanie”, a w nim jednym z gości był Piotr. Rozmowa oraz to, z jaką pasją opowiadał o życiu, wciągnęły mnie na tyle, że siedziałam przed TV, a łzy płynęły mi strumieniem po policzkach (eh ta moja wrażliwość). Postanowiłam poznać jego historie. Kupiłam książkę i w każdej wolnej chwili, w domu, w kawiarni, w drodze do pracy i z pracy czytałam.

Gdzieś między wierszami „Umarłem cztery razy” bardzo utożsamiałam się z treścią tej opowieści. Opowieści o „zwykłym, niezwykłym” człowieku, który pomimo tylu przeciwności losu nadal kocha swoje życie. Opowieści o człowieku, którego jest wszędzie pełno, ale w gruncie rzeczy jest bardzo samotny. Myślę, że Piotr wybaczy mi to zdanie, bo jak sam napisał mi później w prywatnej wiadomości cyt: ” Wiolu. Wbrew medialnym pozorom… jestem zwykłym facetem… z troszkę niezwykłym życiorysem”

I o tym właśnie jest książka napisana przez Julię Lachowicz. Książka „Umarłem cztery razy” opowiada w dużym skrócie o życiu Piotra Pogona. Ale o jakim życiu! Każdy ma swoje Kilimandżaro, ale naprawdę nigdy bym nie przypuszczała, że ten niepozorny, uśmiechnięty i skromny człowiek z kanapy telewizyjnej którego widziałam i na którego patrzę teraz na okładce książki, miał takie życie…

„Życie to w dziesięciu procentach to, co Ci się przytrafia,

a w dziewięćdziesięciu procentach to, co sam z nim zrobisz”.

Był niesfornym dzieciakiem i wszędzie było go pełno. Życie Piotra właściwie od samego dzieciństwa nie było łatwe. Piotr od ponad trzydziestu lat walczy z rakiem. Już na pierwszych stronach książki dowiadujemy się o początkach choroby. Przeżył śmierć kliniczną, aktualnie żyje z jednym płucem i przekracza granice wytrzymałości swojego organizmu. W jaki sposób? Jako jedyny człowiek bez płuca ukończył zawody Ironman. Wspina się po największych górach świata, pomaga, inspiruje i z pewnością jest motywacją dla innych, pomimo tego, że w życiu trochę też i narozrabiał i nie ze wszystkimi zakopał „wojenny topór”.

Lubię czytać o ludziach prawdziwych z krwi i kości. Lubię prawdziwe, życiowe historie. Lubię historie takie jak ta, które po przeczytaniu każdego  rozdziału zmuszają mnie do refleksji nad moim własnym życiem. Gdzie czytam o człowieku, dla którego nie istnieje słowo „niemożliwe”. Jedyną pewną rzeczą na tym świecie jest śmierć, bo kiedyś każdy z nas zniknie z tego świata. Ale jakbyś żył, gdybyś wiedział, że niedługo umrzesz? Jak żyje człowiek który wie, że w każdej chwili może przestać istnieć? Patrząc na Piotra i jego historię można powiedzieć jedno – taki człowiek żyje pełnią życia i docenia każdą jego sekundę.

W książce przeczytacie też o tym jak kilka razy wypadł z życiowych zakrętów, gdzie min. z biznesmena stał się bezdomnym. Jego świat rozpadał się właściwie co chwile. Stracił brata, rodzinę, rozwiódł się, tułał szukając sposobu na życie. W końcu dzięki pomocy innych rąk zaangażował się w pomoc potrzebującym i tym żyje do dziś. Biega i dzięki tej idei zwraca uwagę innych na potrzeby ludzi niepełnosprawnych.

Każdy z Was z pewnością odbierze tą książkę na swój sposób. Ja niektóre fragmenty książki odebrałam bardzo osobiście i myślę, że najlepiej zrozumie Piotra ten, kto doświadczył tego samego co on choć w niewielkim stopniu. Nie oceniam jego życiowych wyborów i relacji z innymi. Uważam, że każdy z nas ma prawo o decydowaniu o własnym życiu, a Piotr to człowiek ze skały, nastawiony na walkę i zwycięstwo.

Choroba daje nam w pewnym stopniu poczucie, że nie mamy nic do stracenia. Wyzwala w nas pokłady energii, ale daje też poczucie zatracenia, gdzie często człowiek staje przed trudnymi wyborami. A może za tą siłą stoi „Wielki Baca”? Przeczytajcie o tym. Książkę bardzo polecam. Moja książka, z osobistym wpisem od Piotra zajmuje ważne miejsce w mojej biblioteczce.

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *