SZCZĘŚLIWI BIEGAJĄ ULTRA

„Szczęśliwi biegają ultra”autorstwa ultramaratończyków – Magdy Ostrowskiej-Dołęgowskiej i Krzyśka Dołęgowskiego. Magda i Krzysztof – przyjaciele i szczęśliwe małżeństwo realizujące wspólną pasję.

Magda.

Wątła i chorowita dziewczyna, która straszyła wszystkich dookoła swoimi omdleniami, przez co rodzice chuchali na nią, dmuchali i pragnęli, aby najlepiej została lekarzem lub prawnikiem. Ona jak sama pisze w efekcie zdecydowała się zdawać na geografię. Papierosy, gniewne życie, była buntowniczą nastolatką, jak wielu z nas, szukającą miejsca dla siebie. Obóz przygodowy, na który tak naprawdę wysłali ją rodzice stał się dla niej przełomem. Razem z Kołem Naukowym Wydziału Geografii zgłębiała piękno przyrody i zjawiska, o których opowiadali współuczestnicy spotkań podróżujący po całym świecie.

Krzysiek. 

Szczupły chłopak z Ursynowa. Jako dziecko biegał z kolegami po ciemnych klatkach schodowych i uwielbiał jeździć na rowerze. Imał się różnych zajęć, grał w siatkówkę i z tym związał się dłużej, jednak po jakimś czasie zrezygnował. Piesze wędrówki z plecakiem po większości szlaków za dzieciaka dały mu silny fundament pod ultra. Chciał zostać lutnikiem. Mając zaledwie 17 lat wybrał się na pierwszą setkę z kolegą. Nie jest tu mowa o alkoholu, nie myślcie sobie. Jest to ciekawa przygoda w jednych z rozdziałów, o której powinniście przeczytać. Już wtedy załączyło mu się wędrowanie, dziś biega ultra razem i wspólnie z Magdą organizują te biegi.

O czym jest ta książka?

Jest o miłości, przyjaźni, prawdziwej pasji i kompromisach. Książka nie tylko jest przygodą samą w sobie. Jest zbiorem pięknych wspomnień autorów z ich wyjazdów w różne zakątki. Pięknie mówią nie tylko o przyjaźni względem siebie, opisują w niej wyczyny swoich przyjaciół i ludzi gór, którzy wstają o 4.30 by móc przebiec 500km. By móc stworzyć związek ludzie powinni się ze sobą przyjaźnić. Książka jest o kompromisach w związku, bo jak każda sprzeczająca się ze sobą para przez to przechodzi. O kompromisach w życiu, bo czasem trzeba zdecydować, kosztem czego jedziemy na „wakacje” i jak je spędzamy, gdy konto oszczędnościowe się kurczy. Dla nich rajdy przygodowe w których brali udział stały się drzwiami do ultra. Książka z humorem to muszę przyznać. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Autorzy swoje życie podporządkowali pasji, pasja stała się pracą, a ultra zmieniło ich życie. Pozwoliło to nabrać dystansu do codziennych spraw. Książka jest genialna, zaskakująca i do bólu autentyczna. I tak się zastanawiam, faktycznie, po co Wam ta nowa pralka czy lodówka, gdy większość czasu spędzacie na trasie 🙂

Czego dowiesz się z tej książki?

„Ludzie, którzy przechodzą do biegów ultra, dzielą się na dwa typy. Piersi zboczyli z asfaltu. Dla nich góry to nowe środowisko, muszą do niego przywyknąć, nauczyć się go. Przyzwyczaić skórę do zmienności pogody, wyzbyć się lęku przed kamieniami i korzeniami. Drudzy wybrali bieganie ze względu na góry, z którymi czują się związani…”

Szczęśliwi biegają ultra

Trzeba mieć ogromny dystans do siebie, świata i swojej pasji bo choć „wszystko Cie boli, nogi są sztywne i wydaje się, ze za chwile przestaniesz być zdolny do stawiania kolejnych kroków”, to nim minie kilka dni, ty już myślisz o kolejnym starcie – znacie to, prawda? Bo jeśli jeden człowiek jest w stanie przetrwać i biegać takie dystanse, to ja tez potrafię, wystarczy odpowiednia adaptacja.

Dowiesz się z niej jak reaguje ciało na bieganie po górach. To nie tylko książka dla ludzi gór. To książka dla wszystkich oraz dla biegaczy nie związanych ze środowiskiem gór. Autorzy przypominają o motywacji, technice, ćwiczeniach i regeneracji.

Kryzysy, urazy dotykają nas wszystkich. Często trzeba ocenić, gdzie leży granica między walecznością a głupotą. Że czasami „wycofanie się” nie jest oznaką słabości, a siły. Magda gdy ma kryzys – śpiewa.

Co ja wyniosłam z niej dla siebie?

Po raz kolejny przekonałam  się, że to głowa rządzi biegaczem, nie odwrotnie. To nasz mózg gromadzi wszelkie informacje o stanie poszczególnych części naszego ciała. I choć odpowiedni trening, dieta (czyli to, co jest na talerzu biegacza) i cała praca włożona na treningach jest podstawą, o czym piszą autorzy, to właśnie głowa jest najważniejsza.

Dobrze jest mieć określony cel. Gdy wiesz dokąd biegniesz (mam na myśli udział w jakich zawodach chcesz wystartować, jaki planujesz czas) jesteś bardziej zmotywowany, by ten cel osiągnąć.

Że upadki mobilizują do działania. Popatrz tylko na małe dzieci, które zaczynają chodzić. Niezgrabnie podrywają tyłek do góry, stają na nogi trzymając się szczebelków, nabierają odwagi by puścić raz jedna rękę, raz drugą i dają pierwszy krok. Upadają na podłogę. Próbują dalej. Gdyby nie próbowali nie nauczyliby się chodzić. Przepraszam, za ten przykład, ale tak samo jest z biegaczami. Gdybyś nie próbował, nie byłbyś tu gdzie jesteś teraz. Wiele trzeba wybiegać i tak myślę, że tyle wiemy o sobie, ile przebiegliśmy kilometrów.

Co mnie urzekło w niej najbardziej?

Miłość do biegania. Może dlatego, że sama ją mam.

„Bieganie pozwoliło mi odnaleźć w sobie pokłady spokoju. Jeśli coś męczy mnie psychicznie, pojawia się silny stres, albo coś mnie potwornie wkurza – idę pobiegać. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli jakiegoś problemu nie da się rozwiązać w czasie 20-kilometrowego wybiegania, to znaczy że nie ma dla niego rozwiązania”.

Szczęśliwi biegają ultra

Na szczęście wszystko jest stanem umysłu.

„W bieganiu znalazłam przyjemność, sposób na realizowanie swoich ambicji i po prostu na fajne życie. Zaczęłam stawiać przed sobą cele. Miały mi pomóc realizować marzenia, a czasem były to nawet rzeczy, o których nie śmiałabym wcześniej pomarzyć”

Szczęśliwi biegają ultra

A na koniec najpiękniejsze – wspólna pasja łączy, bo: „Szczęśliwi biegają ultra”

Dlaczego kupiłam tą książkę?

Gdzieś na facebooku wskoczyła mi informacja, że ktoś ją poleca. Kończąc wieczorny trening, wpadłam do empiku po coś do czytania na weekend. Na półce z książkami dla biegaczy, wśród innych dobrych tytułów stała właśnie ta książka. Chwyciłam ją do ręki. „Szczęśliwi biegają ultra” – gruba,  w sam raz na sobotni wieczór, koc, herbata i ultra – pomyślałam. Już sama okładka daje do myślenia – dwójka uśmiechniętych górskich biegaczy na tle gór – zapowiada się wspaniale, ciekawa byłam jej treści. I napis „jak przebiec 100km w jeden dzień, koić ból śpiewem i postawić pasję ponad dom i kredyt” – biorę! To będzie ultra czytanie w sam raz na dziś!

Kupiłam ją również, ze względu na sentyment do gór. Sentymentem do gór zaraził mnie były chłopak. Wspólne wyjazdy w góry, włóczęga od świtu do nocy, przechodzenie przez Zawrat i Kozią Przełęcz, zmęczenie – on kochał góry, ja dopiero co zaczynałam truchtać. Wtedy nie biegałam jeszcze po górach, wędrowaliśmy, ale przepiękne widoki i zdjęcia ze wspólnych wyjazdów są do dziś.

Dlatego kupiłam tą książkę, ponieważ posmakowałam biegania po górach. Biegałam już po 20km w Zawoi w cyklu Perły Małopolski, czy w Szczawnicy, gdzie było pięknie i momentami niebezpiecznie, gdzie pamiątką ze wszystkich wyjazdów były czarne paznokcie u lewej stopy 🙂

I ostatni argument, dlaczego sięgnęłam po właśnie tą książkę.
Chcę biegać ULTRA.

Książkę serdecznie polecam! Każdemu!
Autorów podziwiam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *