BIEGANIE NA VEGANIE

Wiele w życiu musimy przejść, z wieloma rzeczami przychodzi nam się zmierzyć i różnych ludzi spotykamy na swojej wędrownej ścieżce, zanim poczujemy, że znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi.

Bieganie na WEGANIE jak przebiec 1oo mil jedząc trawę i kamienie
Niech Bób Ci w białku wynagrodzi
Gniewomir Skrzysiński

Gniewka pamiętam jeszcze z czasów, kiedy to siedzieliśmy obok siebie w korpo napieprzając target. Wtedy dla korpo byliśmy tylko numerami tysiąc pięćset sto dziewięćset robiąc plany, osiągaliśmy najlepsze wyniki w teamie. Patrząc wstecz wydaje mi się, że trochę uciekaliśmy w pracę, byliśmy gdzieś na początku swoich dróg, błądziliśmy i nie mówię tutaj o wielkiej karierze zawodowej, pieniądzach czy życiu w dostatku. Wówczas po prostu szukaliśmy tej właściwej drogi. Dziś mam poczucie, że każdy z nas znalazł swoje miejsce na ziemi.

Trzymam właśnie w rękach książkę Gniewomira, a w niej specjalna dedykacja dla mnie. Książkę Bieganie na Weganie pochłonęłam w dwa wieczory. Gniewko to człowiek bardzo ciekawy świata, ludzi i mam wrażanie, że dla tego „szczypiora” nie ma rzeczy niemożliwych. Człowiek z gór, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie człowiek z lasu, bo kto inny wpadłby na tak szalony pomysł jakim jest samotne bieganie ultra dystansów w ciemnym lesie, na dodatek górskim lesie, w środku nocy, (w lesie może niedźwiedzie i wilki jakieś), a On w tych swoich „sandałach” człap, człap biegnący do celu. O tym przeczytacie w rozdziale „Sto mil – podejście drugie”. Serio! Zrobił sobie biegowy Eastern Express 100 z Przemyśla do Wołosatego bez jakiekolwiek wsparcia, punktów odżywczych, medali czy poklasku. Wielka siła drzemie w tym wydawałoby się „kruchym” na zewnątrz chłopaku.

Zanim zdecydujesz się sięgnąć po tą książkę, (a warto po nią sięgnąć) powinieneś wiedzieć, że nie jest ona poradnikiem pt. jak technicznie biegać biegi ulta itp. Tutaj nie znajdziesz suchej teorii, wymuszonych rozdziałów o byle czym, nie znajdziesz kolorowych reklam… Sam autor nawet nie zamieścił ani jednego zdjęcia ze swoich biegowych wypraw. Trochę szkoda, że na zdjęciu nie możemy zobaczyć emocji, o których właśnie pisze. Za to możemy puścić wodze naszej fantazji i z pewnością ci, którzy góry kochają, będą mogli przypomnieć sobie w swoich głowach obrazy wschodu czy zachodu słońca i piękne widoki z biegowych górskich eskapad.

Gniewko jest wierny swoim zasadom i wartościom. Świadomie stał się veganinem i w swojej książce przywołuje wspomnienia z dzieciństwa i ten moment, kiedy jedzenie mięsa wcale nie było dobre. Teraz jest biegającym veganinem. Właśnie go sobie wyobraziłam jak biegnie po górach, w sandałach, je trawę i kamienie i do tego wszystkiego w przerwie gra na ukulele 🙂 O jego pasjach dowiecie się z jego bloga. Autor motywuje i na swoim przykładzie pokazuje, jak można biegać i cieszyć się bieganiem jedząc przysłowiową sałatę. Uwaga miłośnicy vege, w książce znajdziecie kilka przepisów, które warto wypróbować również w swojej kuchni.

A jeżeli nigdy, przenigdy jeszcze w życiu nie biegaliście po górach, macie okazję wybrać się z autorem oczami swojej wyobraźni na ultra biegi, by poczuć tą niesamowitą atmosferę i ducha walki. Myślę, że oprócz przygotowania trzeba mieć jeszcze w sobie pokłady wielkiej energii by ukończyć tak wymagające starty na wysokich pozycjach rankingowych, ale i trzeba mieć przysłowiowe jaja, a przy tym słuchać swojego organizmu w momencie, kiedy pojawia się trudna decyzja o zejściu z trasy. O tym też jest ta książka.

Między wierszami na stronicach książki możecie wyczytać o tym, jak ważne w tym co robisz jest wsparcie najbliższych. Treningi, poświęcenia, niekiedy wyrzeczenia i całe przygotowania mają sens, kiedy utrzymujesz równowagę pomiędzy życiem zawodowym a rodziną, pasją a rodziną. Tę niewidzialną granicę łatwo poprzez nieuwagę zatrzeć, dlatego warto mieć balans w życiu i czas. Czas na bliskich i na biegowe przyjemności, bo bieganie po górach to czysta przyjemność, wiem co mówię! I tutaj, gdzieś w książce pojawiają się dwie postaci ważne z życiu Gniewomira – Szachrajka, jego żona i tata Gniewomira. Mieć takich wiernych kibiców to prawdziwy skarb! A zatem rodzina to siła! Bo kiedy po kilkudziesięciu kilometrach wpadasz w objęcia ukochanej osoby, która czeka na mecie z flagą Kostaryki – to musi być prawdziwa miłość.

Bieganie na veganie – jak przebiec 100 mil jedząc trawę i kamienie. Jak mawia Gniewko – myśl, jedz i biegaj – nie jest ważne czy pokonujesz setki kilometrów z przyklejonym żołądkiem do kręgosłupa, czy dopiero zaczynasz stawiać pierwsze biegowe kroki. Książka Bieganie na veganie napisana jest w sposób bardzo przemyślany. Autor nie namawia na przejście na weganizm, ale pozostawia ci wolny wybór. Taki jest styl życia Gniewomira. Zaprasza nas do swojego świata i pokazuje, że można żyć inaczej. Pokazuje, że można żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami bo „nie jest mu obojętny los Braci Mniejszych”. Biegowi przyjaciele nabiorą chęci na bieganie po górach, a być może przeczytanie tej książki zainspiruje ciebie do zmian?


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *